Naszym zamierzeniem jest chęć ocalenia od zapomnienia polskiej miejscowości z Kresów i jej bohaterskich mieszkańców - Dawidowa koło Lwowa. Zbieramy informacje o tej miejscowości i jej mieszkańcach od wieków tam zamieszkałych. Ludziach, którzy bronili tę ziemię przed tatarami, kozakami, Rosjanami i Niemcami i za nią ginęli. Bronili polskości pod zaborami. Uprawiali ją przez stulecia, a potem nagle zostali z niej wypędzeni z ziemi i domostw w których mieszkali ich ojcowie. Strona uzupełniana jest na bieżąco z chwilą uzyskania nowych informacji. Wszystkich zainteresowanych prosimy o informacje dotyczące Dawidowa i ich mieszkańców. I zapraszamy do współtworzenia strony. Kontakt: dariussds@wp.pl

wtorek, 24 listopada 2015

Losy wojenne Józefa Szeremety

Józef Szeremeta w polskim mundurze
Józef Szeremeta ur. 27-09-1908 Dawidów, zm. 05-10-1985 Spalona syn Walentego i Franciszki z Patyków. Jego historia to obraz losów Polaków wywiezionych w lutym 1940 roku na Syberię. Józef był zięciem zamożnego gospodarza o nazwisku Maciejak, którego dom znajdował się na krańcu Dawidowa przy drodze ze Lwowa. Dziś jest to rozwidlenie ulicy Lwowskiej, która wiedzie do cmentarza. 10-02-1940 na liście osób do zsyłki znalazła się rodzina Maciejaków. Według niektórych Józef Szeremeta w dniu wywózki był w odwiedzinach u swoich teściów, co było powodem włączenia go do transportu. Osobiście nie wierzę w taki obrót sprawy, gdyż listy były sporządzane bardzo precyzyjnie i nie ma tu mowy o przypadku. Sądzę, że osoby pomagające sporządzać listy wywózek (tak, i tacy byli) liczyli na udziały w pozostawionym majątku, a wuj Józef z żoną,jako spadkobiercy, mogli być przeszkodą. Do transportu trafili Józef Szeremeta z żoną Heleną i rocznym synem Stanisławem oraz rodzice Heleny. Po ich wywózce dom i obejście zostało splądrowane. Jak ciężką drogę musieli przebyć, mogę sobie tylko wyobrazić i odtworzyć na podstawie wspomnień Sybiraków. Ostatecznie trafili do miejsca Niżnyjudyńsk leżącego pomiędzy Irkuckiem, a Krasnojarskiem. Józef Szeremeta został skierowany do wyrębu lasu. Niestety niewiele wiemy o życiu jego rodziny w tamtych trudnych czasach. Znane jest tylko to, że pierwszy zmarł syn Staś, a po krótkiej chorobie żona Helena. Nie wiem też w jakich okolicznościach zmarli rodzice Heleny, jednak strata najbliższych załamała wuja Józefa, który poważnie planował samobójstwo. Za namową towarzysza niedoli zmienił swoje zamiary i obiecał sobie, że wytrwa i wróci do Dawidowa. 
W 1942 roku wstępuje do Armii Andersa. Jak strasznie wycieńczony dotarł do polskiego obozu niech świadczy fakt, iż dniu przybycia ważył niewiele ponad 40 kg. W tym samym czasie miało miejsce dramatyczne wydarzenie. Kiedy z grupą takich jak on szkieletów przechodzili przez targ, pomimo ostrzeżeń lekarzy, wielu rzuciło się na oferowane tam produkty. Wycieńczone organizmy nie wytrzymywały nagłej zmiany diety co było powodem śmierci wielu kolegów naszego bohatera.
Kolejne miesiące rekonwalescencji znaczył szlak z Iranu, poprzez Palestynę oraz Kapsztad.
Do Anglii trafia 01-09-1942 roku, gdzie po przeszkoleniu przydzielony do Brygady Pancernej gen. Maczka w składzie 9 Batalionu Strzelców Flandryjskich ląduje w 1944 w Normandii. Przydzielony do rozpoznania jeździł tankietkami TKS. Z tego okresu znana jest mi historia, która uratowała życie wujowi Józefowi. Na prośbę przyjaciela, który przed bitwą chciał choć trochę odpocząć, wuj użyczył swoje miejsce pod tankietką . Chwilę po tej zamianie pocisk moździerzowy pada blisko maszyny zabijając leżącego tam żołnierza. Jego szlak bojowy wyznaczają miejsca znane dla tej kampanii: Fales, Gandawa w Belgii i holenderska Breda. 27-04-1945 ciężko ranny pod Dorpen zostaje odesłany do Szkocji. 
Józef Szeremeta pracował w Szkocji do 1958, w którym to wrócił do Polski i zamieszkał w Spalonej. Ożenił się z Władysławą Zielonką, według relacji rodziny, swoją pierwsza miłością z Dawidowa. Został pochowany na tamtejszym cmentarzu.
We wszystkich oficjalnych dokumentach pomijał wydarzenia z czasów zesłania. Moja wiedza o tamtym okresie pochodzi wyłącznie z relacji rodzinnych.
Autor: Tomasz Klimasiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz