Naszym zamierzeniem jest chęć ocalenia od zapomnienia polskiej miejscowości z Kresów i jej bohaterskich mieszkańców - Dawidowa koło Lwowa. Zbieramy informacje o tej miejscowości i jej mieszkańcach od wieków tam zamieszkałych. Ludziach, którzy bronili tę ziemię przed tatarami, kozakami, Rosjanami i Niemcami i za nią ginęli. Bronili polskości pod zaborami. Uprawiali ją przez stulecia, a potem nagle zostali z niej wypędzeni z ziemi i domostw w których mieszkali ich ojcowie. Strona uzupełniana jest na bieżąco z chwilą uzyskania nowych informacji. Wszystkich zainteresowanych prosimy o informacje dotyczące Dawidowa i ich mieszkańców. I zapraszamy do współtworzenia strony. Kontakt: dariussds@wp.pl

czwartek, 16 marca 2017

Wiersz na pożegnanie Dawidowa

Gdyby mi przyszło iść z swojej ziemi w dalekie światy
Skropiłabym ja łzami rzewnemi próg swojej chaty
Bo w tej ubogiej i małej chatce jest świat mój cały
Tu mi beztrosko w bliskiej czeladce chwile mijały

Tutaj mi moja mateńka droga do snu nuciła
Tutaj mnie także dobrego boga kochać uczyła
Gdybym ostatni raz żegnać miała rodzinne sioło
Wszędzie bym rozpacz tylko widziała i pustkę w koło

Bo tam gdzie człowiek duszą przyrośnie najlepiej przecie
Tak mi jak tutaj słodko, radośnie nie będzie w świecie
Bo gdzież tak słońce w promiennym brzasku na świat się skrada
Potem znużone wędrówką w blasku spać się układa

Bo gdzież tak cudnie wydzwania w górze skowronek mały
Wciąż niestrudzenie niknąć w lazurze dla bożej chwały
Czyż tak gdzie indziej, gdy wiatr powieje lipy wzdychają
I tajemniczo prastare dzieje opowiadają

I czy mleczami szerokie błonie złoci się wiosną
I czyliż latem chabry i maki tak kwitą w zbożu
Jakby rubiny, szafiry jakie w złocistym morzu
I gdzie tak biegnie skwapliwie, szczerze lud do kościoła

Gdy dzwon donośnie z wysokiej wieży na mszę zawoła
A nasz kościółek z jakąż rozpaczą ja bym żegnała
Bom jeszcze dziecka dusza prostaczą go ukochała
Tutaj poznałam moc niepojętą nauki pana

Tu mnie przyjęła pod swą opiekę niepokalana
Tu mi rad, jak się bronić od złego kapłan nie skąpił
Tu po raz pierwszy do mego serca zbawiciel wstąpił
Tu biegnę stwórcy wyznać me żale gdy mnie co złamie
Stąd wracam silna walczyć wytrwale z przeciwnościami

Czyliż gdzie indziej czerpać moc ducha mogę obficie
Tam by tęsknota gryzła mnie głucha  przez całe życie
Tam mnie, dopóki bym tylko życia, jej nie zagłuszy

Jam tu w zakątek każdy włożyła cząstkę mej duszy

Helena z Klimasiewiczów- Palica 1946

niedziela, 5 marca 2017

Kornel Ujejski o Dawidowie

Kornel Ujejski, polski poeta, publicysta społeczny; nazywany często „ostatnim wielkim poetą romantyzmu", o Dawidowie:
(Mój ojciec) “wziął w dzierżawę bliski Lwowa Dawidów od XX. Dominikanów. Na lichej ziemi gospodarował i tracił. Ale my studenci mieliśmy częste odpoczynki w Dawidowie biegając tam co święto, nieraz piechoto. Święta nasza matka prowadziła dom we Lwowie. Ojciec kochający Ją in as mocno, więcek przebywał z nami, niźli w Dawidowie.
Wena moja poetyczna nie rozwijała się w mieście. Na wsi, w Dawidowie, chodząc po polach układałem wiele wierszy. Była ich cała książka, którą później spaliłem.
(…) W Dawidowie wiele pisałem. Tam, w oficynce, gdzie osobne pomieszkanie u rodziców dla siebie wyprosiłem, wdwóch nocach powstał mój Maraton. Próbowałem pisać prozą. Dziesięć powieści zaczynałem – i nie kończyłem. Nie szło mi. Impetyczny – paliłem.
W r. 1845 moi rodzice sprzedawszy wujowi Beremiany, kupili kilka wiosek w Brzeżańskiem: Lubszę, Wyspę i Mełnę i tam się przenieśli[1].

(…)
A także zapomniałem o mojej wycieczce do Warszawy, którą odbyłem w r. 1844. Stało się tak: Na wakacyach byłem w Dawidowie; rodzice pojechali na Podole w odwiedziny do krewnych. Aż tu przyjeżdża do Dawidowa mój kuzyn i przyjaciel, troche starszy ode mnie a już właściciel Strzelisk, Wiktor Wiśniewski i mówi: W interesach jade do Warszawy; wstąpiłem, aby cię pożegnać. A ja cały w ogniu, i do babki: Babciu, ja chcę jechać do Warszawy! – Jakże to może być, moje dziecko, rodziców niema w domu, a ty chcesz gdzieś wojażować. – Babciu, ja muszę! – No, kiedy musisz, to podaj mi moją szkatułkę. Tę szkatułkę mam dotąd. I w tej szkatułce święta ręka mojej babki zaczęła między papierami przewracać i z różnych kopert wydobywała banknoty na zasiłek mój podróżny. Więc pojechałem z Wiktorem na Chełm i Lublin do Warszawy”[2].



[1] Lamus 1908/1909, z. 1 (zima), Część druga – Wczoraj, S. 91
[2] tamże, s. 92-93.

piątek, 24 lutego 2017

Tragiczna historia wojenna dawidowskiego dróżnika Jana Dziedzica


Jan Dziedzic był kolejarzem. Pracował w Dawidowie, pełniąc służbę strażnika, telefonisty i zwrotniczego na tzw. budce kolejowej (nr 19). W domu, w Trzcianie, gdzie mieszkała jego rodzina: żona Maria z domu Piątek i czwórka małych dzieci (2 synów i dwie córki), bywał rzadko. Pieniądze potrzebne były na utrzymanie rodziny, dzieci i na budowę nowego domu. W Trzcianie posiadał trzyhektarowe gospodarstwo, 2 konie, 3 krowy, 4 świnie. Wybuch II wojny światowej i agresja Sowietów rozdzieliły rodzinę Dziedziców. Żona z dziećmi znalazła się na terytorium Polski okupowanym przez Niemców, natomiast mąż Jan w Dawidowie zajętym przez Sowietów. W październiku 1939 roku niespokojny o los dzieci i rodziny Jan wybrał się piechotą ze Lwowa do domu rodzinnego. Ukraińcy nienawidzący “Lachiw” złapali go za Lwowem, okradli ze wszystkiego, nawet ubrania. Noc spędził w lesie przywiązany do drzewa, nago, bity o katowany. Wypuszczono go później. Dotarł do Sanu, który stał się granicą niemiecko-sowiecką. Razem z innymi uchodźcami chciał pokonać San, łódka zatonęła, wpław przepłynął San w lodowatej wodzie. Gdy dotarł do domu, był już chory. Nie pomogło leczenie. Odbite przez Ukraińców nerki nie funkcjonowały. Zmarł w marcu 1940 roku. Osierocił czworo dzieci (12, 10, 3, 1).

wtorek, 14 lutego 2017

Przygotowania do przesiedlenia z Dawidowa

Faktycznym organizatorem repatriacji, czyli właściwie przesiedlenia, był Związek Patriotów Polskich. Lwowscy działacze Związku Patriotów Polskich (ZPP) podejmowali, z różnym skutkiem, próby zorganizowania zarządów rejonów i kół m.in. w Sokolnikach, Dawidowie, Zimnej Wodzie, Gródku Jagiellońskim, Sądowej Wiszni oraz Stryju.

Kwestię założenia Związku w Dawidowie poruszono na początku stycznia 1946r., podczas posiedzenia Zarządu Rejonu Kolejowego ZPP. Ustalono wówczas zwołanie ogólnego zebrani mieszkańców. Odbyło się ono 13 stycznia, a referat wygłosił Ignacy Reyman.
25 stycznia na kolejnym posiedzeniu Zarządu Rejonu Kolejowego, omawiając sprawy organizacyjne, wyznaczono Franciszka Graba i Józefa Stećko na pełnomocników ZPP w Dawidowie. Zaznaczono równocześnie, że zostali oni już wybrani przez zgromadzenie mieszkańców wsi na wcześniejszym posiedzeniu 13 stycznia. Ich zadaniem było rozwijanie lokalnego ZPP oraz nadzorowanie spraw związanych z przesiedleniem Polaków.
Prowadzący spotkanie I. Reyman podkreślił, że nie należy zapominać o Polakach, którzy dotychczas nie zarejestrowali się na wyjazd – “organizować do Koła ZPP, (…) i wszelkie zapytania danych Obywateli należy spisywać przez pełnomocników Koła, a Zarząd Obwodowy będzie się starał na nie odpowiedzieć”.
W dalszej części dyskusji głos zabrał F. Grab, który zaproponował kandydaturę J. Stecko jako odpowiedzialnego za kontakty z Zarządem Obwodowym. Ten, dziękując za powierzone mu stanowisko, postawił wniosek, by w najbliższym czasie zwołać w Dawidowie zebranie informacyjne dotyczące przesiedlenia. Było to o tyle ważne, że we wsi zarejestrowało się jedynie 350 rodzin, reszta przesuwała to “z różnych przyczyn”. Stecko poprosił również, aby Zarząd Obwodowy ZPP zorientował się, kiedy mieszkańcy Dawidowa mogą wyjechać do Polski, oraz w jakimrejonie kraju zostaną osiedleni.

Wspomniane zebranie w Dawidowie odbyło się na początku lutego 1946 r. Referat “Ustrój polityczny i społeczny w Polsce. Informacja ewakuacyjna” wygłosił I. Reyman.
Przez cały miesiąc luty organizacja rejonu postępowała do przodu bardzo powoli. Priorytetem aktywistów było dotarcie do każdego Polaka, zwłaszcza w rejonie wiejskim i zachęta do przesiedlenia.

W marcu 1946 roku odbyły się cztery zebrania wiejskiej m.in. w Ganczarach i Dawidowie. Referaty “Rolnictwo w Polsce, ustrój polityczny i społeczny oraz sprawy ewakuacyjne” wygłaszali L. Lang, I. Reyman oraz K. Konarzewski. Należało właściwie zachęcić Polaków do opuszczenia ojcowizny.
Prawdopodobnie wtedy czyli 3 marca 1946 roku ksiądz kanonik Stanisław Sadowski został przewodniczącym Komitetu Przesiedleńczego wsi Dawidów, powołanego przez ZPP. Po wojnie znalazł się w Legnicy, gdzie w latach 1946-1951 był proboszczem parafii św. Trójcy, a następnie dziekanem legnickim.

Post został opracowany na podstawie pracy doktorskiej dr Rafała Nowaka “Związek Patriotów Polskich w zachodnich obwodach Ukraińskiej SRR (1944-1946)”.




W. Marciniak, Związek Patriotów Polskich jako organizator repatriacji obywateli polskich z ZSRR w latach 1945-1946, w: Pamięć i Sprawiedliwość 13/1 (23), s. 339-367.
AAN, ZPP w ZSRR, sygn.. 1311, Raport ze zgromadzenia Polaków w Dawidowie i Gonczarach z 3 III 1946 r., k. 7.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Relacja mjr Andrzeja Wajsa dotycząca bitwy pod Dawidowem

Bitwa pod Dawidowem, stoczona z Ukraińcami w dniu 22 maja 1919 roku, weszła do chwalebnej tradycji 16 pułku piechoty. Walczył tam III baon, zorganizowany przez kpt. Andrzeja Wajsa, złożony z ochotników w przeważającej części z ziemi tarnowskiej. Baon wysłany został na front ukraiński i brał udział w prawie wszystkich walkach tego frontu od 18 grudnia 1918 r. do 7 lipca 1919 r. jako część składowa grupy płka Władysława Sikorskiego (późniejszego generała, przemiera i Naczelnego Wodza). Major rezerwy Andrzej Wajs, w tym czasie kapitan, po kilku latach tak wspominał ten bój o Dawidów: “Ofenzywa rozpoczyna się w dniu 19 maja 1919 r., poprzedzona wywiadami w kierunku nieprzyjaciela, a następnie w dniu 21 maja ogólnym ruchem zaczepnym. III baon 16 pp. stojący od 7 maja 1919 r. pod Lwowem na odcinku sichowskim, otrzymuje w dniu 19 maja 1919 r. rozkaz z D-twa grupy płk. Miszke, wysłania o godz. 11.30 patroli, celem zbadania terenu naprzeciw własnego odcinka, zwłaszcza silnej ukraińskiej pozycji, znajdującej się we wsi Krotoszynie (…) Wysłany z komp. 10 ppor. Orłowskiego Piotra patrol w sile 20 ludzi w kierunku na Krotoszyn, przysyła o godz. 17 meldunek z zawiadomieniem, że tak piechota jak i artyleria ukraińska w nocy Krotoszyn opuściły i że wieś ta jest wolna od nieprzyjaciela (…)
Następnego dnia tj. 20 maja 1919 r. patrole własne podchodzą do wsi Gańczary oraz m. Dawidów. Baon III 16 pp. przesuwa się znowu naprzód tak, że linja jego biegnie: od Drugiej Wólki do półn. części m. Dawidowa, a stąd wzgórzami do Krotoszyna. Przesunięte tu zostaje tylko własne lewe skrzydło i środek. Odcinek baonu zajmuje przestrzeń około 8 km. I jest trzymany przez 3 kompanie.
Dnia 21 maja 1919 r. o godz. 20 otrzymuje rozkaz zajęcia w dniu 22 maja m. Dawidowa. Początek akcji naznaczony jest rozkazem D-twa grupy na godz. 3.30 (…)
22 maja 1919 r. o godz. 3 kompanie zajęły pozycje wyjściowe i o godz. 3.30 rozpoczęły akcję przeciw Ukraińcom, którzy w sile około trzech baonów okopani w rejonie wzgórz 339, 349, budka kolej. Nr. 18 i połud. wlot m. Dawidów (…)
Około godz. 7 baon zdobywa wspomnianą budkę, jednakże z powodu opóźnienia się w czasie ogólnej akcji I baonu 12 pp. przy zajęciu wzgórza 349 Proborz Ukraińcy odciągnąwszy stamtąd dwie sotnie, przeciwuderzeniem zdobywają z poworotem budkę kolejową.
Sytuacja staje się bardzo niebezpieczną, gdyż Ukraińcom przybywają posiłki. W tej groźnej chwili nadchodzi z Sichowa pociąg pancerny, ogniem armatnim wstrzymuje częściowo Ukraińców, którzy zdołali podejść na odległość 300 kroków dla przeprowadzenia szturmu na nasze stanowiska. W tym krytycznym momencie wydaję rozkaz, by wszystkie karabiny maszynowe z pociągu pancernego weszły do linii mego baonu i wzmocniły ogień.
W tym casie stracił baon 3 ludzi w zabitych i 19 rannych (…)
Do godziny 11 walka ta trwała ze zmiennym szczęściem. Przybyły w tym czasie baon I 12 pp., posuwając się w kierunku wzgórza 349 Proborz, zagroził Ukraińcom odcięciem, wobec czego napór nieprzyjaciela na własny baon osłabł, nieprzyjaciel został zmuszony rozpocząć odwrót w kierunku na Czerepin. Wobec tej sytuacji część baonu posuwa się w pościgu za nieprzyjacielem a 12 komp. Zajmuje wzg. 339, opuszczone przez cofającego się nieprzyjaciela. Okoła godz. 12 nieprzyjaciel rozbity cofa się na Czerepin, poniósłszy ogromne stratyw zabitych i rannych”.

W bitwie pod Dawidowem III baon 16 pp. stracił 3 zabitych i 21 rannych szeregowców przy ogólnym stanie 14 oficerów, 17 podchorążych i 578 szeregowców.

wtorek, 27 września 2016

Relacja OUN o polskim ataku na Szołomyję

Nadzwyczajne sprawozdanie OUN z 4 lipca 1944 r.
dotyczące wypadków w Szołomyi

Obwód lwowski
Nadzwyczajne sprawozdanie
Z akcji Polaków w Szołomyi

11 VI 1944 r. o godz. 24 Polacy ze Starego Sioła, Dawidowa i Gańczar okrążyli wieś i przystąpili do jej niszczenia, do którego przygotowywali się przez kilka dni. Rozpoczęli ostrzał i z dwóch stron ich oddziały ruszyły do centrum wsi. [Strzelali] z karabinów nabojami zapalającymi, rzucali na chałupy granaty zapalajace oraz proch łatwopalny na strzechy. Wieś zaczęła palić się od południowej i zachodniej strony. Tylko od strony wschodniej była wolna. W akcji brało udział około 500 ludzi z 7 dowódcami, którzy utrzymywali ze sobą łączność przez jeźdźca. Posiadali również oddział sanitarny, w którym służyły kobiety. Potem rzuciły się one energicznie do rabowania. Mieli też dużo pustych wozów przeznaczonych na zrabowane rzeczy. Na rękawach napastników były białe opaski. Około godziny 2 pododdział UPA przyszedł wsi na pomoc i napastnicy szybko uciekli. Bandyci byli uzbrojeni w broń szybkostrzelną, automaty, karabiny i granatniki. Należy zaznaczyć, ze akcję zwiadowczą przed napadem na Szołomyję prowadziły polskie kobiety, które krytycznego wieczoru urbane na czarno i uzbrojone, podeszły pod samą wieś. Bojówkę z Biłki Szlacheckiej, która w przededniu napadu na Szołomyję przekradła się do Starego Sioła, nie dopuściła do celu bojówka OUN. Spalono 54 gospodarstwa i zabito 4 ludzi. Straty przeciwnika – 3 zabitych.
Postój, 4 VII 1944 r.


PA SBU, F. 13, spr. 376, t. 34, k. 238
Kopia, maszynopis
Źródło:
Polska i Ukraina w latach trzydziestych-czterdziestych XX wieku.
Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych
Tom 4
Część druga, s. 1121

 W tej relacji Ukraińcy zawyżyli pięciokrotnie liczbę żołnierzy AK oraz straty Polaków.

Atak na Szołomyję 10/11 VI 1944

W nocy z 10 na 11 czerwca 1944 roku oddziały leśne AK w sile około 100-120 ludzi dokonały ataku na Szołomyję w powiecie lwowskim. Oddziały Armii Krajowej spaliły w tzw. „akcji odstraszającej” wieś (55-60 gospodarstw stanowiących 90% zabudowy wsi).
Ponieważ oddziały UPA zbliżały się coraz bardziej do Lwowa, napadając na kolejne wsie polskie, dowództwo Armii Krajowej we Lwowie podjęło decyzję o wznowieniu „akcji represyjno-zapobiegawczych”. Pierwszym ich celem miała być wieś Szołomyja, określona jako baza UPA. Termin ataku określono na 10/11 czerwca, z soboty na niedzielę. Wieś miała zostać zniszczona bez względu na obronę, jednak możliwie z uniknięciem ofiar wśród ludności cywilnej. W ataku miały wziąć udział oddziały 14 pułku ułanów AK, oraz ochotnicy z sąsiednich wsi: Czyszek, Winniczek, Gańczar, Biłki Królewskiej, Dawidowa i Zubrzy pod dowództwem Dragana Sotirovica „Draży”.
W nocy z piątku na sobotę żołnierze AK wyspowiadali się w kościele w Czyszkach. W sobotę pod wieczór około 100 żołnierzy i ochotników wyruszyło z Czyszek w kierunku Szołomyi. W Dawidowie grupa żołnierzy AK natknęła się na 2 własowców, z których 1 zlikwidowano. Zaalarmowało to żołnierzy niemieckich, którzy otworzyli niecelny ogień, powodując jednak szybki odwrót Polaków do lasu.
O zmierzchu oddział dotarł do Szołomyi. 1 km przed wsią nastąpiła odprawa z przydzieleniem zadań. Następnie kpt. „Draża przemówił do żołnierzy, wspomniał o polskich ofiarach. Następnie zmówiono modlitwę. Oddział podzielił się na dwie grupy: mniejsza, dowodzona przez kpt. Drażę, miała zaatakować wieś od północy. Większa, około 80-osobowa, od południa. Polacy, w celu odróżnienia w ciemnościach, założyli na rękawy białe opaski. Grupa kpt. „Draży” od razu natknęła się na placówkę ukraińską uzbrojoną w karabin maszynowy. Została ona zlikwidowana bez wystrzału i bez strat. W tym momencie zaatakowała druga grupa. Nie natknięto się na żaden opór. Żołnierze polscy idąc tyralierą wrzucali przez okna chat granaty lub butelki z benzyną. Pozostawiono tylko cerkiew.
Po akcji żołnierze AK wycofali się z 2 lekko rannymi. Jeden zaginiony zabłądził, i następnego dnia powrócił do oddziału. Według meldunków polskich spalono 55-60 gospodarstw, zginęło od dziewięciu do kilkudziesięciu ukraińskich mieszkańców (przypuszczalnie głównie spalonych żywcem lub uduszonych dymem). Zabrano również około 100 sztuk bydła. Zdaniem Jerzego Węgierskiego, opierającego się na meldunkach Armii Krajowej, zginęło od dziewięciu do kilkudziesięciu mieszkańców wsi. Zdaniem Anny Fastnacht-Stupnickiej zabitymi byli członkowie UPA, bowiem miejscowa ludność ocalała schroniona w cerkwi.

Po tych wydarzeniach ukraińskie ataki na Polaków w okolicy Szołomyi już się nie zdarzyły.