Naszym zamierzeniem jest chęć ocalenia od zapomnienia polskiej miejscowości z Kresów i jej bohaterskich mieszkańców - Dawidowa koło Lwowa. Zbieramy informacje o tej miejscowości i jej mieszkańcach od wieków tam zamieszkałych. Ludziach, którzy bronili tę ziemię przed tatarami, kozakami, Rosjanami i Niemcami i za nią ginęli. Bronili polskości pod zaborami. Uprawiali ją przez stulecia, a potem nagle zostali z niej wypędzeni z ziemi i domostw w których mieszkali ich ojcowie. Strona uzupełniana jest na bieżąco z chwilą uzyskania nowych informacji. Wszystkich zainteresowanych prosimy o informacje dotyczące Dawidowa i ich mieszkańców. I zapraszamy do współtworzenia strony. Kontakt: dariussds@wp.pl

niedziela, 28 lutego 2016

20 pułk piechoty ks. pruskiego Henryka

W 20. pułku piechoty ks. Pruskiego Henryka służył Franciszek Józef Zielonka, urodzony w 1874 roku w Dawidowie, zaginiony w sierpniu 1916 roku prawdopodobnie w okolicach Halicza. Poniżej trochę informacji na temat tego pułku.

Ze sztabem w Krakowie i Nowym Sączu (stąd nowosądecki) potocznie nazywany też pułkiem Dwudziestaków lub Cwancygierów z Matką Boską Ludźmierską, ponieważ często był kojarzony z drobną monetą austriacką wartości 20 grajcarów potocznie nazywaną zwanzieger oraz z wizerunkiem Matki Bożej z Ludźmierza na Podhalu, który znajdował na sztandarze pułku. Przez austriackie władze wojskowe nazywany die Góralen i rzucany zawsze na najtrudniejsze odcinki frontu. Jak pisał po latach ppłk. Stanisław Plappert: (...) żołnierz cierpliwy i wytrzymały, niezwykle odważny, byle miał fajkę w zębach, bardzo oddany w rękach ludzi, którym ufał. Rekrutował swych żołnierzy m.in. z powiatów: Gorlice, Grybów, Nowy Sącz, Nowy Targ, Limanowa. W ponad 80% złożony był z Polaków. Bataliony tego pułku stacjonowały nie tylko w Nowym Sączu - III, ale również w Krakowie I i II oraz w bośniackiej Bielinie - IV (w batalionie tym walczył Stanisław Kordyl ur. 1885 w Gliniku Mariampolskim). Wyłogi makowo-czerwone, guziki białe. W czasie wojny dowódcą pułku był płk Hoffman;
Wszystkie wyżej wymienione pułki wchodziły w skład cesarsko-królewskiej (ck) 12. Dywizji Piechoty ze sztabem w Krakowie (stąd krakowskiej) potocznie zwanej Krakusami lub Dywizją Śląsko-Galicyjską. Skład narodowościowy tej jednostki wskazywał na jej wybitnie polski charakter - ponad 60% żołnierzy stanowili Polacy, resztę Czesi (z 3. pułku piechoty) i Niemcy. Pojedyncze bataliony wyżej wymienionych pułków wchodziły również w skład 48. Dywizji Piechoty stacjonującej w Bośni i Hercegowinie, a dokładnie tworzyły jej brygadę górską.
Kilka dni po wypowiedzeniu wojny Serbii, cesarz Austrii Franciszek Józef I ogłosił w dniu 31 lipca 1914 roku ogólną mobilizację. Na murach urzędów pocztowych i gmachach starostw galicyjskich miast powiatowych pojawiły się plakaty mobilizacyjne, informujące o powołaniu pod broń wszystkich jednostek armii austro-węgierskiej, w tym też z Galicji. Rozkaz ten przekazano ponadto telegraficznie, pisały o nim gazety codzienne, rozpowszechniano go też za pomocą ulotek. Zmobilizowani żołnierze mieli obowiązek w ciągu 24 godzin stawić się w swoich komendach uzupełnień, gdzie kierowano ich do odpowiednich pułków. Tu otrzymywali mundur polowy w kolorze hechgrau (szaroniebieski), bieliznę, onuce, skórzany pas, podkute buty wojskowe do kostek, karabin Mannlicher model 1895 lub starszy, bagnet, amunicję (200 naboi), chlebak z manierką i konserwami, menażkę, saperkę oraz tornister piechoty.
Ogłoszona mobilizacja, a następnie wiadomość o wypowiedzeniu wojny przez Austro-Węgry Rosji 5 VIII (uważanej za głównego wroga Polaków mieszkających w Galicji) spotkała się z olbrzymim entuzjazmem. Prawie wszyscy powołani rzucali swoje rodziny i zajęcia, by zgłosić się w terminie w macierzystych pułkach. Jak wspominali uczestnicy tych wydarzeń, żołnierze pułków galicyjskich szli na front przybrani w kwiaty z obrazami Matki Boskiej. Wszędzie było słychać okrzyki na część cesarza, monarchii oraz Polski. Polacy mieszkańcy Galicji traktowali żołnierzy w austriackich mundurach jak swoich. W kościołach odbywały się uroczyste msze w intencji pomyślności w nadchodzącej wojnie. Często kończyły się one wspólnym odśpiewaniem "Boże coś Polskę", jak np. podczas mszy św. w Katedrze Wawelskiej koncelebrowanej przez biskupa Adama Sapiehę, tuż po rozpoczęciu wojny austriacko-rosyjskiej.
Ten powszechny entuzjazm spowodował niezwykłą sytuację polegającą na tym, że w niektórych powiatach galicyjskich zgłosiło się na rozkaz mobilizacyjny więcej rezerwistów i ochotników, niż wskazywałyby na to dane szacunkowe władz wojskowych Austro-Węgier. Bardzo rzadko musiała interweniować żandarmeria.
W połowie sierpnia 1914 r. pułki galicyjskie skierowane zostały nad granicę austriacko-rosyjską w Galicji. Wagony, którymi wyruszali na front "zdobili" licznymi napisami np. Jeder Schuss ein Russe, Alle Russen und Serben müssen sterben, Expresszug nach Moscau-Petersburg (Każdy strzał jeden Rosjanin, Wszyscy Rosjanie i Serbowie muszą zginąć, Pociąg ekspresowy do Moskwy i Petersburga) oraz satyrycznymi rysunkami, a wszystko to w celu podtrzymania dobrego ducha wojennego.
20. pułk piechoty skoncentrowano w widłach Wisły i Sanu. W dniu 21 sierpnia 1914 r. wykonując rozkaz Naczelnego Dowództwa pułk rozpoczął działania wojenne przekraczając San kierując się na Lublin. Ofensywa ta przyniosła początkowy sukces. Po zwycięskiej bitwie z Rosjanami pod Kraśnikiem (23-25 sierpnia) i Komarowem (26 sierpnia-2 września) 1. i 4. armia austro-węgierska stanęły u wrót Lublina. Jednak co do wyćwiczenia i umiejętności wojskowych naszych żołnierzy można było mieć wiele do życzenia. "Cwancyngierzy" coraz częściej narzekali, a to na zbyt intensywny ostrzał artyleryjski, obniżone racje żywnościowe, spuchnięte i obolałe stopy, ciągłe marsze i oczywiście, na dokuczające wszy. Rzecz ciekawa, wszystkich krytykowano, ale cesarza Franciszka Józefa zostawiono w spokoju.
Jak się okazało, wojna z Rosją nie była wcale prostą sprawą. Rosjanie do wojny odpowiednio się przygotowali i okres austriackich zwycięstw skończył się bardzo szybko. Już na początku września 1914 r. rosyjski "walec parowy" złamał opór kolejnych armii austro-węgierskich. 20. pułk piechoty podzielił ich los. Wykrwawiony w licznych bitwach najpierw przekroczył z powrotem San i wycofał się nad dolny Dunajec. Tu uzupełniwszy stany osobowe, wziął następnie udział w kolejnej nieudanej ofensywie na Dęblin w październiku 1914 r., by w czasie odwrotu zająć pozycje na przedpolach Krakowa (XI-XII 1914 r.), zaś w grudniu 1914 r. w okolicach Nowego Korczyna.
Rok 1914 był dla Austro-Węgier rokiem niespełnionych nadziei. Nie udało się im pokonać Rosji a do tego jeszcze utraciły większą część Galicji, gdzie linia frontu na okres prawie 6 miesięcy ustabilizowała się na linii: ujście Dunajca-Gromnik-Staszkówka-Łużna-Gorlice-Sękowa-Magura Małastowska i dalej łukiem Karpat aż po Bukowinę.
Stabilizacja frontu pod Gorlicami nie oznaczała wcale zaprzestania walk. Naczelne Dowództwo armii austro-węgierskiej w dalszym ciągu usiłowało przyjść z pomocą oblężonemu Przemyślowi m. in. przez ofensywę na przełęczach karpackich wspieraną dodatkowo uderzeniem z rejonu Gorlic.


v

Właśnie w trakcie tych przygotowań "cwancyngierzy" wraz 12. Dywizją Piechoty włączeni zostali do VI Korpusu gen. Arza von Straussenburga i w styczniu 1915 r. zajęli pozycje naprzeciwko Gorlic na odcinku frontu wzgórze Łysa Góra-Mszanka. Działania przybrały więc charakter typowej wojny pozycyjnej, której największą ofiarą było miasto Gorlice, nieustannie bombardowane i ostrzeliwane przez rosyjską i austriacką artylerię (w tym i 305 mm moździerze austriackie). Powolna "śmierć" Gorlic wywierała przygnębiające wrażenie na żołnierzach 12. Dywizji Piechoty, zwłaszcza na walczących w szeregach jej 20. pułku piechoty gorliczanach. Los Gorlic podzieliły też okoliczne miejscowości leżące na linii frontu: Ropica Górna, Sękowa, Siary, Ropica Polska, Dominikowice, Stróżówka, Mszanka, Wolna Łużańska, Łużna, Staszówka i Zborowice.
Dowództwo austriackie zdając sobie sprawę z nieuchronnie zbliżającej się kapitulacji Przemyśla podjęło kolejną próbę przyjścia twierdzy z pomocą. 18 marca 1915 r. nastąpił atak czterech austriackich dywizji m.in. 12., 39., 38. oraz złożonej z pułków tyrolskich 8. dywizji piechoty, której zadaniem było zdobycie umocnionego wzgórza Zamczysko nad Sękową. 20. pułk atakował w kierunku Moszczenicy. Niestety, po ciężkich walkach zmuszony został do powrotu na pozycje wyjściowe. Podjęta z takim rozmachem ofensywa nie powiodła się. Dowództwo obrony twierdzy Przemyśl nie mając nadziei na odsiecz poddało twierdzę w dniu 22 marca 1915 r.
Ta wielka porażka, jaką była dla państw centralnych kapitulacja Przemyśla nie oznaczała klęski na całym froncie wschodnim. Wpłynęła raczej otrzeźwiająco na dowództwa wojsk austriackich i niemieckich, które na przełomie marca i kwietnia podjęły decyzję o przełamaniu rosyjskiego frontu pod Gorlicami. Dokonać tego miała nowo utworzona 11. Armia gen. Augusta von Mackensena, w której obok doborowych dywizji niemieckich miała walczyć 12. Dywizja Piechoty.
25 kwietnia 1915 r. dowódca 11. Armii gen. August von Mackensen wydał rozkaz zajęcia stanowisk wyjściowych do natarcia przez przybyłe z frontu zachodniego dywizje niemieckie. W wyniku tego przegrupowania krakowska 12. DP (Dywizja Piechoty) zajmująca do tej pory odcinek naprzeciwko Gorlic zmieniła dotychczasową pozycję. Już nad ranem 1 maja cała 12. DP zajęła 3 kilometrowej długości odcinek frontu Podlesie-Łużna. Zadaniem dywizji miało być zdobycie kluczowej pozycji rosyjskiej, mianowicie górującego nad Łużną bardzo mocnego ufortyfikowanego wzgórza Pustki (446 m n.p.m.), 20. pułk piechoty miał osłaniać uderzenie od południowego wschodu, atakując z Łużnej Podlesie w kierunku na Moszczenicę.
Dnia 2 maja o godzinie 6 rano rozpoczęła się największa bitwa I wojny światowej na ziemiach polskich, bitwa pod Gorlicami nazywana również Gorlickim Przełomem. Już o godz. 10.50 12. DP (a dokładnie jej 100. i 56. pułk piechoty) jako pierwsza z całej 11. Armii przełamała front 3. Armii rosyjskiej, zdobywając wzgórze Pustki. 20. pułk piechoty po bardzo ciężkich walkach zdobył pierwszą linię obrony Rosjan w lesie Kamieniec dopiero w godzinach popołudniowych, okupując to jednak wielkimi stratami (dwa bataliony pułku dostały się pod krzyżowy ogień rosyjskich karabinów maszynowych). Dzień ten był wielkim sukcesem 11. Armii, która na całej długości swego frontu pokonała Rosjan zmuszając ich do odwrotu. W dniu 3 maja pułk brał udział w przełamaniu drugiej linii obrony rosyjskiej na umocnionym wzgórzu Dział Krzemienny (371 m n.p.m). W późnych godzinach wieczornych osiągnął linię Racławice-Strzeszyn (na płd-zach od Biecza). 4 maja "dwudziestacy" nie brali udziału w walkach o Biecz, zostali bowiem przesunięci do odwodu dywizji by odpocząć po ciężkiej walce. 6 maja pułk uczestniczył w zdobyciu Jasła. Dalsze dni wielkiej ofensywy gen. Mackensena miały pokazać, że słusznie nadano pułkom galicyjskim walczącym w 12. DP honorowe miejsce w jego "Żelaznej Falandze", jak zaczęto nazywać 11. Armię po bitwie gorlickiej.
W ciągu trwającej jeszcze kilka miesięcy ofensywy austriacko-niemieckiej 20. pułk piechoty brał udział w zdobyciu Krosna (8 maja 1915 r.), Domaradza. Uczestniczył z powodzeniem w krwawej bitwie o przyczółek na prawym brzegu Sanu w Jarosławiu (16-20 maja), osłaniał operację zdobycia Lwowa zajmując 19 czerwca 1915 r. silnie ufortyfikowane wzgórze Horodysko (378 m n. p. m.) nad Magierowem.
W dniu 22 lipca 1915 r. walczył pod Chełmem Lubelskim, ponosząc bardzo ciężkie straty. Pełen zwycięstw szlak bojowy zakończył 26 sierpnia 1915 r., wkraczając do zdobytego przez 11. Armię Mackensena Brześcia Litewskiego.
Zajęcie Brześcia Litewskiego zakończyło okres tak owocnego współdziałania wojsk niemieckich i austro-węgierskich, a zarazem chlubnego szlaku bojowego 20. pułku piechoty na froncie austriacko-rosyjskim pierwszego roku Wielkiej Wojny.
Na rozkaz Naczelnego Dowództwa Armii austro-węgierskiej (Armeeoberkommando) VI Korpus, a wraz z nim 20. pułk został przerzucony na początku września 1915 r. z powrotem pod Magierów na północny zachód od Lwowa, a następnie na front rosyjsko-austriacki nad rzekę Strypę, lewobrzeżny dopływ Dniestru (na terenie dzisiejszej Ukrainy, w okolicach miasta Buczacz), gdzie stacjonował do czerwca 1916 r. w składzie 7. Armii austro-węgierskiej. W wyniku ofensywy czerwcowej gen. A. Brusiłowa pułk wraz całą dywizją został odrzucony kilkadziesiąt kilometrów na zachód, w kierunku miasta Halicz. I tu prawdopodobnie zginął lub (zaginął) Franciszek Zielonka. Straty, jakie poniósł osłaniając odwrót, były tak duże, że wycofany został w okolice Stanisławowa, gdzie przebywał do końca IX 1916 r. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz