Naszym zamierzeniem jest chęć ocalenia od zapomnienia polskiej miejscowości z Kresów i jej bohaterskich mieszkańców - Dawidowa koło Lwowa. Zbieramy informacje o tej miejscowości i jej mieszkańcach od wieków tam zamieszkałych. Ludziach, którzy bronili tę ziemię przed tatarami, kozakami, Rosjanami i Niemcami i za nią ginęli. Bronili polskości pod zaborami. Uprawiali ją przez stulecia, a potem nagle zostali z niej wypędzeni z ziemi i domostw w których mieszkali ich ojcowie. Strona uzupełniana jest na bieżąco z chwilą uzyskania nowych informacji. Wszystkich zainteresowanych prosimy o informacje dotyczące Dawidowa i ich mieszkańców. I zapraszamy do współtworzenia strony. Kontakt: dariussds@wp.pl

niedziela, 5 marca 2017

Kornel Ujejski o Dawidowie

Kornel Ujejski, polski poeta, publicysta społeczny; nazywany często „ostatnim wielkim poetą romantyzmu", o Dawidowie:
(Mój ojciec) “wziął w dzierżawę bliski Lwowa Dawidów od XX. Dominikanów. Na lichej ziemi gospodarował i tracił. Ale my studenci mieliśmy częste odpoczynki w Dawidowie biegając tam co święto, nieraz piechoto. Święta nasza matka prowadziła dom we Lwowie. Ojciec kochający Ją in as mocno, więcek przebywał z nami, niźli w Dawidowie.
Wena moja poetyczna nie rozwijała się w mieście. Na wsi, w Dawidowie, chodząc po polach układałem wiele wierszy. Była ich cała książka, którą później spaliłem.
(…) W Dawidowie wiele pisałem. Tam, w oficynce, gdzie osobne pomieszkanie u rodziców dla siebie wyprosiłem, wdwóch nocach powstał mój Maraton. Próbowałem pisać prozą. Dziesięć powieści zaczynałem – i nie kończyłem. Nie szło mi. Impetyczny – paliłem.
W r. 1845 moi rodzice sprzedawszy wujowi Beremiany, kupili kilka wiosek w Brzeżańskiem: Lubszę, Wyspę i Mełnę i tam się przenieśli[1].

(…)
A także zapomniałem o mojej wycieczce do Warszawy, którą odbyłem w r. 1844. Stało się tak: Na wakacyach byłem w Dawidowie; rodzice pojechali na Podole w odwiedziny do krewnych. Aż tu przyjeżdża do Dawidowa mój kuzyn i przyjaciel, troche starszy ode mnie a już właściciel Strzelisk, Wiktor Wiśniewski i mówi: W interesach jade do Warszawy; wstąpiłem, aby cię pożegnać. A ja cały w ogniu, i do babki: Babciu, ja chcę jechać do Warszawy! – Jakże to może być, moje dziecko, rodziców niema w domu, a ty chcesz gdzieś wojażować. – Babciu, ja muszę! – No, kiedy musisz, to podaj mi moją szkatułkę. Tę szkatułkę mam dotąd. I w tej szkatułce święta ręka mojej babki zaczęła między papierami przewracać i z różnych kopert wydobywała banknoty na zasiłek mój podróżny. Więc pojechałem z Wiktorem na Chełm i Lublin do Warszawy”[2].



[1] Lamus 1908/1909, z. 1 (zima), Część druga – Wczoraj, S. 91
[2] tamże, s. 92-93.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz