Blog dotyczy Dawidowa, wsi położonej na południe od Lwowa. Historia Dawidowa, Lwowa, ziemi lwowskiej, tematyka kresowa. Dawidów koło Lwowa.
Naszym zamierzeniem jest chęć ocalenia od zapomnienia miejscowości z Kresów i jej bohaterskich mieszkańców - Dawidowa koło Lwowa. Zbieramy informacje o tej miejscowości i jej mieszkańcach od wieków tam zamieszkałych. Ludziach, którzy bronili tę ziemię przed tatarami, kozakami, Rosjanami i Niemcami i za nią ginęli. Bronili polskości pod zaborami. Uprawiali ją przez stulecia, a potem nagle w 1946 r. zostali z niej wypędzeni z ziemi i domostw w których mieszkali ich ojcowie. Strona uzupełniana jest na bieżąco z chwilą uzyskania nowych informacji. Wszystkich zainteresowanych prosimy o informacje dotyczące Dawidowa i ich mieszkańców. I zapraszamy do współtworzenia strony. Kontakt: dariussds@wp.pl
piątek, 18 sierpnia 2017
czwartek, 16 marca 2017
Wiersz na pożegnanie Dawidowa
Gdyby mi przyszło iść z swojej
ziemi w dalekie światy
Skropiłabym ja łzami rzewnemi próg
swojej chaty
Bo w tej ubogiej i małej chatce jest
świat mój cały
Tu mi beztrosko w bliskiej
czeladce chwile mijały
Tutaj mi moja mateńka droga do
snu nuciła
Tutaj mnie także dobrego boga
kochać uczyła
Gdybym ostatni raz żegnać miała rodzinne
sioło
Wszędzie bym rozpacz tylko
widziała i pustkę w koło
Bo tam gdzie człowiek duszą
przyrośnie najlepiej przecie
Tak mi jak tutaj słodko,
radośnie nie będzie w świecie
Bo gdzież tak słońce w
promiennym brzasku na świat się skrada
Potem znużone wędrówką w blasku spać
się układa
Bo gdzież tak cudnie wydzwania w
górze skowronek mały
Wciąż niestrudzenie niknąć w
lazurze dla bożej chwały
Czyż tak gdzie indziej, gdy
wiatr powieje lipy wzdychają
I tajemniczo prastare dzieje opowiadają
I czy mleczami szerokie błonie złoci
się wiosną
I czyliż latem chabry i maki tak
kwitą w zbożu
Jakby rubiny, szafiry jakie w
złocistym morzu
I gdzie tak biegnie skwapliwie,
szczerze lud do kościoła
Gdy dzwon donośnie z wysokiej
wieży na mszę zawoła
A nasz kościółek z jakąż
rozpaczą ja bym żegnała
Bom jeszcze dziecka dusza
prostaczą go ukochała
Tutaj poznałam moc niepojętą nauki
pana
Tu mnie przyjęła pod swą opiekę niepokalana
Tu mi rad, jak się bronić od
złego kapłan nie skąpił
Tu po raz pierwszy do mego serca
zbawiciel wstąpił
Tu biegnę stwórcy wyznać me żale
gdy mnie co złamie
Stąd wracam silna walczyć
wytrwale z przeciwnościami
Czyliż gdzie indziej czerpać moc
ducha mogę obficie
Tam by tęsknota gryzła mnie
głucha przez całe życie
Tam mnie, dopóki bym tylko
życia, jej nie zagłuszy
Jam tu w zakątek każdy włożyła cząstkę
mej duszy
Helena z Klimasiewiczów- Palica 1946
niedziela, 5 marca 2017
Kornel Ujejski o Dawidowie
Kornel Ujejski, polski poeta, publicysta społeczny; nazywany często „ostatnim wielkim poetą romantyzmu", o Dawidowie:
(Mój ojciec) “wziął w dzierżawę bliski Lwowa Dawidów od XX.
Dominikanów. Na lichej ziemi gospodarował i tracił. Ale my studenci mieliśmy
częste odpoczynki w Dawidowie biegając tam co święto, nieraz piechoto. Święta
nasza matka prowadziła dom we Lwowie. Ojciec kochający Ją in as mocno, więcek
przebywał z nami, niźli w Dawidowie.
Wena moja poetyczna nie rozwijała się w mieście. Na wsi, w
Dawidowie, chodząc po polach układałem wiele wierszy. Była ich cała książka,
którą później spaliłem.
(…) W Dawidowie wiele pisałem. Tam, w oficynce, gdzie osobne
pomieszkanie u rodziców dla siebie wyprosiłem, wdwóch nocach powstał mój
Maraton. Próbowałem pisać prozą. Dziesięć powieści zaczynałem – i nie
kończyłem. Nie szło mi. Impetyczny – paliłem.
W r. 1845 moi rodzice sprzedawszy wujowi Beremiany, kupili
kilka wiosek w Brzeżańskiem: Lubszę, Wyspę i Mełnę i tam się przenieśli[1].
(…)
A także zapomniałem o mojej wycieczce do Warszawy, którą
odbyłem w r. 1844. Stało się tak: Na wakacyach byłem w Dawidowie; rodzice
pojechali na Podole w odwiedziny do krewnych. Aż tu przyjeżdża do Dawidowa mój
kuzyn i przyjaciel, troche starszy ode mnie a już właściciel Strzelisk, Wiktor
Wiśniewski i mówi: W interesach jade do Warszawy; wstąpiłem, aby cię pożegnać.
A ja cały w ogniu, i do babki: Babciu, ja chcę jechać do Warszawy! – Jakże to
może być, moje dziecko, rodziców niema w domu, a ty chcesz gdzieś wojażować. –
Babciu, ja muszę! – No, kiedy musisz, to podaj mi moją szkatułkę. Tę szkatułkę
mam dotąd. I w tej szkatułce święta ręka mojej babki zaczęła między papierami
przewracać i z różnych kopert wydobywała banknoty na zasiłek mój podróżny. Więc
pojechałem z Wiktorem na Chełm i Lublin do Warszawy”[2].
piątek, 24 lutego 2017
Tragiczna historia wojenna dawidowskiego dróżnika Jana Dziedzica
Jan Dziedzic był kolejarzem. Pracował w Dawidowie, pełniąc
służbę strażnika, telefonisty i zwrotniczego na tzw. budce kolejowej (nr 19). W
domu, w Trzcianie, gdzie mieszkała jego rodzina: żona Maria z domu Piątek i
czwórka małych dzieci (2 synów i dwie córki), bywał rzadko. Pieniądze potrzebne
były na utrzymanie rodziny, dzieci i na budowę nowego domu. W Trzcianie
posiadał trzyhektarowe gospodarstwo, 2 konie, 3 krowy, 4 świnie. Wybuch II
wojny światowej i agresja Sowietów rozdzieliły rodzinę Dziedziców. Żona z
dziećmi znalazła się na terytorium Polski okupowanym przez Niemców, natomiast
mąż Jan w Dawidowie zajętym przez Sowietów. W październiku 1939 roku niespokojny
o los dzieci i rodziny Jan wybrał się piechotą ze Lwowa do domu rodzinnego.
Ukraińcy nienawidzący “Lachiw” złapali go za Lwowem, okradli ze wszystkiego,
nawet ubrania. Noc spędził w lesie przywiązany do drzewa, nago, bity o
katowany. Wypuszczono go później. Dotarł do Sanu, który stał się granicą
niemiecko-sowiecką. Razem z innymi uchodźcami chciał pokonać San, łódka
zatonęła, wpław przepłynął San w lodowatej wodzie. Gdy dotarł do domu, był już
chory. Nie pomogło leczenie. Odbite przez Ukraińców nerki nie funkcjonowały.
Zmarł w marcu 1940 roku. Osierocił czworo dzieci (12, 10, 3, 1).
wtorek, 14 lutego 2017
Przygotowania do przesiedlenia z Dawidowa
Faktycznym organizatorem repatriacji, czyli właściwie
przesiedlenia, był Związek Patriotów Polskich. Lwowscy
działacze Związku Patriotów Polskich (ZPP) podejmowali, z różnym skutkiem,
próby zorganizowania zarządów rejonów i kół m.in. w Sokolnikach, Dawidowie,
Zimnej Wodzie, Gródku Jagiellońskim, Sądowej Wiszni oraz Stryju.
Kwestię założenia Związku w Dawidowie poruszono na początku
stycznia 1946r., podczas posiedzenia Zarządu Rejonu Kolejowego ZPP. Ustalono
wówczas zwołanie ogólnego zebrani mieszkańców. Odbyło się ono 13 stycznia, a
referat wygłosił Ignacy Reyman.
25 stycznia na kolejnym posiedzeniu Zarządu Rejonu
Kolejowego, omawiając sprawy organizacyjne, wyznaczono Franciszka Graba i
Józefa Stećko na pełnomocników ZPP w Dawidowie. Zaznaczono równocześnie, że
zostali oni już wybrani przez zgromadzenie mieszkańców wsi na wcześniejszym
posiedzeniu 13 stycznia. Ich zadaniem było rozwijanie lokalnego ZPP oraz
nadzorowanie spraw związanych z przesiedleniem Polaków.
Prowadzący spotkanie I. Reyman podkreślił, że nie należy
zapominać o Polakach, którzy dotychczas nie zarejestrowali się na wyjazd –
“organizować do Koła ZPP, (…) i wszelkie zapytania danych Obywateli należy
spisywać przez pełnomocników Koła, a Zarząd Obwodowy będzie się starał na nie
odpowiedzieć”.
W dalszej części dyskusji głos zabrał F. Grab, który
zaproponował kandydaturę J. Stecko jako odpowiedzialnego za kontakty z Zarządem
Obwodowym. Ten, dziękując za powierzone mu stanowisko, postawił wniosek, by w
najbliższym czasie zwołać w Dawidowie zebranie informacyjne dotyczące
przesiedlenia. Było to o tyle ważne, że we wsi zarejestrowało się jedynie 350
rodzin, reszta przesuwała to “z różnych przyczyn”. Stecko poprosił również, aby
Zarząd Obwodowy ZPP zorientował się, kiedy mieszkańcy Dawidowa mogą wyjechać do
Polski, oraz w jakimrejonie kraju zostaną osiedleni.
Wspomniane zebranie w Dawidowie odbyło się na początku
lutego 1946 r. Referat “Ustrój polityczny i społeczny w Polsce. Informacja
ewakuacyjna” wygłosił I. Reyman.
Przez cały miesiąc luty organizacja rejonu postępowała do
przodu bardzo powoli. Priorytetem aktywistów było dotarcie do każdego Polaka,
zwłaszcza w rejonie wiejskim i zachęta do przesiedlenia.
W marcu 1946 roku odbyły się cztery zebrania wiejskiej m.in.
w Ganczarach i Dawidowie. Referaty “Rolnictwo w Polsce, ustrój polityczny i
społeczny oraz sprawy ewakuacyjne” wygłaszali L. Lang, I. Reyman oraz K.
Konarzewski. Należało właściwie zachęcić Polaków do opuszczenia ojcowizny.
Prawdopodobnie wtedy czyli 3 marca 1946 roku ksiądz kanonik
Stanisław Sadowski został przewodniczącym Komitetu Przesiedleńczego wsi
Dawidów, powołanego przez ZPP.
Po wojnie znalazł się w Legnicy, gdzie w latach 1946-1951 był proboszczem
parafii św. Trójcy, a następnie dziekanem legnickim.
Post został opracowany na podstawie pracy doktorskiej dr Rafała
Nowaka “Związek Patriotów Polskich w zachodnich obwodach Ukraińskiej SRR
(1944-1946)”.
W. Marciniak, Związek Patriotów Polskich
jako organizator repatriacji obywateli polskich z ZSRR w latach 1945-1946, w:
Pamięć i Sprawiedliwość 13/1 (23), s. 339-367.
AAN, ZPP w ZSRR, sygn.. 1311, Raport ze
zgromadzenia Polaków w Dawidowie i Gonczarach z 3 III 1946 r., k. 7.
poniedziałek, 13 lutego 2017
Relacja mjr Andrzeja Wajsa dotycząca bitwy pod Dawidowem
Bitwa pod Dawidowem, stoczona z Ukraińcami w dniu 22 maja
1919 roku, weszła do chwalebnej tradycji 16 pułku piechoty. Walczył tam III
baon, zorganizowany przez kpt. Andrzeja Wajsa, złożony z ochotników w
przeważającej części z ziemi tarnowskiej. Baon wysłany został na front
ukraiński i brał udział w prawie wszystkich walkach tego frontu od 18 grudnia
1918 r. do 7 lipca 1919 r. jako część składowa grupy płka Władysława
Sikorskiego (późniejszego generała, przemiera i Naczelnego Wodza). Major
rezerwy Andrzej Wajs, w tym czasie kapitan, po kilku latach tak wspominał ten
bój o Dawidów: “Ofenzywa rozpoczyna się w dniu 19 maja 1919 r., poprzedzona
wywiadami w kierunku nieprzyjaciela, a następnie w dniu 21 maja ogólnym ruchem
zaczepnym. III baon 16 pp. stojący od 7 maja 1919 r. pod Lwowem na odcinku
sichowskim, otrzymuje w dniu 19 maja 1919 r. rozkaz z D-twa grupy płk. Miszke,
wysłania o godz. 11.30 patroli, celem zbadania terenu naprzeciw własnego
odcinka, zwłaszcza silnej ukraińskiej pozycji, znajdującej się we wsi
Krotoszynie (…) Wysłany z komp. 10 ppor. Orłowskiego Piotra patrol w sile 20
ludzi w kierunku na Krotoszyn, przysyła o godz. 17 meldunek z zawiadomieniem,
że tak piechota jak i artyleria ukraińska w nocy Krotoszyn opuściły i że wieś
ta jest wolna od nieprzyjaciela (…)
Następnego dnia tj. 20 maja 1919 r. patrole własne podchodzą
do wsi Gańczary oraz m. Dawidów. Baon III 16 pp. przesuwa się znowu naprzód
tak, że linja jego biegnie: od Drugiej Wólki do półn. części m. Dawidowa, a
stąd wzgórzami do Krotoszyna. Przesunięte tu zostaje tylko własne lewe skrzydło
i środek. Odcinek baonu zajmuje przestrzeń około 8 km. I jest trzymany przez 3
kompanie.
Dnia 21 maja 1919 r. o godz. 20 otrzymuje rozkaz zajęcia w
dniu 22 maja m. Dawidowa. Początek akcji naznaczony jest rozkazem D-twa grupy
na godz. 3.30 (…)
22 maja 1919 r. o godz. 3 kompanie zajęły pozycje wyjściowe
i o godz. 3.30 rozpoczęły akcję przeciw Ukraińcom, którzy w sile około trzech
baonów okopani w rejonie wzgórz 339, 349, budka kolej. Nr. 18 i połud. wlot m.
Dawidów (…)
Około godz. 7 baon zdobywa wspomnianą budkę, jednakże z
powodu opóźnienia się w czasie ogólnej akcji I baonu 12 pp. przy zajęciu
wzgórza 349 Proborz Ukraińcy odciągnąwszy stamtąd dwie sotnie,
przeciwuderzeniem zdobywają z poworotem budkę kolejową.
Sytuacja staje się bardzo niebezpieczną, gdyż Ukraińcom
przybywają posiłki. W tej groźnej chwili nadchodzi z Sichowa pociąg pancerny,
ogniem armatnim wstrzymuje częściowo Ukraińców, którzy zdołali podejść na
odległość 300 kroków dla przeprowadzenia szturmu na nasze stanowiska. W tym
krytycznym momencie wydaję rozkaz, by wszystkie karabiny maszynowe z pociągu
pancernego weszły do linii mego baonu i wzmocniły ogień.
W tym casie stracił baon 3 ludzi w zabitych i 19 rannych (…)
Do godziny 11 walka ta trwała ze zmiennym szczęściem.
Przybyły w tym czasie baon I 12 pp., posuwając się w kierunku wzgórza 349
Proborz, zagroził Ukraińcom odcięciem, wobec czego napór nieprzyjaciela na
własny baon osłabł, nieprzyjaciel został zmuszony rozpocząć odwrót w kierunku
na Czerepin. Wobec tej sytuacji część baonu posuwa się w pościgu za
nieprzyjacielem a 12 komp. Zajmuje wzg. 339, opuszczone przez cofającego się
nieprzyjaciela. Okoła godz. 12 nieprzyjaciel rozbity cofa się na Czerepin,
poniósłszy ogromne stratyw zabitych i rannych”.
W bitwie pod Dawidowem III baon 16 pp. stracił 3 zabitych i
21 rannych szeregowców przy ogólnym stanie 14 oficerów, 17 podchorążych i 578
szeregowców.
wtorek, 27 września 2016
Relacja OUN o polskim ataku na Szołomyję
Nadzwyczajne sprawozdanie OUN z 4 lipca 1944 r.
dotyczące wypadków w Szołomyi
Obwód lwowski
Nadzwyczajne sprawozdanie
Z akcji Polaków w Szołomyi
11 VI 1944 r. o godz. 24 Polacy ze Starego Sioła, Dawidowa i
Gańczar okrążyli wieś i przystąpili do jej niszczenia, do którego
przygotowywali się przez kilka dni. Rozpoczęli ostrzał i z dwóch stron ich
oddziały ruszyły do centrum wsi. [Strzelali] z karabinów nabojami zapalającymi,
rzucali na chałupy granaty zapalajace oraz proch łatwopalny na strzechy. Wieś
zaczęła palić się od południowej i zachodniej strony. Tylko od strony
wschodniej była wolna. W akcji brało udział około 500 ludzi z 7 dowódcami,
którzy utrzymywali ze sobą łączność przez jeźdźca. Posiadali również oddział
sanitarny, w którym służyły kobiety. Potem rzuciły się one energicznie do rabowania.
Mieli też dużo pustych wozów przeznaczonych na zrabowane rzeczy. Na rękawach
napastników były białe opaski. Około godziny 2 pododdział UPA przyszedł wsi na
pomoc i napastnicy szybko uciekli. Bandyci byli uzbrojeni w broń
szybkostrzelną, automaty, karabiny i granatniki. Należy zaznaczyć, ze akcję zwiadowczą
przed napadem na Szołomyję prowadziły polskie kobiety, które krytycznego
wieczoru urbane na czarno i uzbrojone, podeszły pod samą wieś. Bojówkę z Biłki
Szlacheckiej, która w przededniu napadu na Szołomyję przekradła się do Starego
Sioła, nie dopuściła do celu bojówka OUN. Spalono 54 gospodarstwa i zabito 4
ludzi. Straty przeciwnika – 3 zabitych.
Postój, 4 VII 1944 r.
PA SBU, F. 13, spr. 376, t. 34, k. 238
Kopia, maszynopis
Źródło:
Polska i Ukraina w latach trzydziestych-czterdziestych XX
wieku.
Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych
Tom 4
Część druga, s. 1121
Atak na Szołomyję 10/11 VI 1944
W nocy z 10 na 11 czerwca 1944 roku oddziały leśne AK w sile około 100-120 ludzi dokonały ataku na Szołomyję w
powiecie lwowskim. Oddziały Armii Krajowej spaliły w tzw. „akcji
odstraszającej” wieś (55-60 gospodarstw stanowiących 90% zabudowy wsi).
Ponieważ oddziały UPA zbliżały
się coraz bardziej do Lwowa, napadając na kolejne wsie polskie, dowództwo Armii
Krajowej we Lwowie podjęło decyzję o wznowieniu „akcji
represyjno-zapobiegawczych”. Pierwszym ich celem miała być wieś Szołomyja,
określona jako baza UPA. Termin ataku określono na 10/11 czerwca, z soboty na
niedzielę. Wieś miała zostać zniszczona bez względu na obronę, jednak możliwie
z uniknięciem ofiar wśród ludności cywilnej. W ataku miały wziąć udział
oddziały 14 pułku ułanów AK, oraz ochotnicy z sąsiednich wsi: Czyszek,
Winniczek, Gańczar, Biłki Królewskiej, Dawidowa i Zubrzy pod dowództwem Dragana
Sotirovica „Draży”.
W nocy z piątku na sobotę
żołnierze AK wyspowiadali się w kościele w Czyszkach. W sobotę pod wieczór
około 100 żołnierzy i ochotników wyruszyło z Czyszek w kierunku Szołomyi. W Dawidowie
grupa żołnierzy AK natknęła się na 2 własowców, z których 1 zlikwidowano.
Zaalarmowało to żołnierzy niemieckich, którzy otworzyli niecelny ogień,
powodując jednak szybki odwrót Polaków do lasu.
O zmierzchu oddział dotarł do
Szołomyi. 1 km przed wsią nastąpiła odprawa z przydzieleniem zadań. Następnie
kpt. „Draża przemówił do żołnierzy, wspomniał o polskich ofiarach. Następnie
zmówiono modlitwę. Oddział podzielił się na dwie grupy: mniejsza, dowodzona
przez kpt. Drażę, miała zaatakować wieś od północy. Większa, około 80-osobowa,
od południa. Polacy, w celu odróżnienia w ciemnościach, założyli na rękawy
białe opaski. Grupa kpt. „Draży” od razu natknęła się na placówkę ukraińską
uzbrojoną w karabin maszynowy. Została ona zlikwidowana bez wystrzału i bez
strat. W tym momencie zaatakowała druga grupa. Nie natknięto się na żaden opór.
Żołnierze polscy idąc tyralierą wrzucali przez okna chat granaty lub butelki z
benzyną. Pozostawiono tylko cerkiew.
Po akcji żołnierze AK wycofali
się z 2 lekko rannymi. Jeden zaginiony zabłądził, i następnego dnia powrócił do
oddziału. Według meldunków polskich spalono 55-60 gospodarstw, zginęło od
dziewięciu do kilkudziesięciu ukraińskich mieszkańców (przypuszczalnie głównie
spalonych żywcem lub uduszonych dymem). Zabrano również około 100 sztuk bydła. Zdaniem
Jerzego Węgierskiego, opierającego się na meldunkach Armii Krajowej, zginęło od
dziewięciu do kilkudziesięciu mieszkańców wsi. Zdaniem Anny
Fastnacht-Stupnickiej zabitymi byli członkowie UPA, bowiem miejscowa ludność
ocalała schroniona w cerkwi.
Po tych wydarzeniach ukraińskie
ataki na Polaków w okolicy Szołomyi już się nie zdarzyły.
Etykiety:
Armia Krajowa,
Biłka Królewska,
Czyszki,
Dawidów,
Gańczary,
okupacja niemiecka,
Sotirović,
Szołomyja,
UPA,
Winniczki,
XX w.,
ziemia lwowska,
Zubrza
Subskrybuj:
Posty (Atom)